LATAJĄCY ZAJĄCZEK

Kilkakrotnie przeglądając forum czy czytając niektóre wpisy wspominałyście bajkę o zwierzątku, które za pomocą swoich długich uszu potrafiło latać i pomagało dzieciom rozwiązywać ich problemy. Z pewnością chodziło tutaj o węgierską bajkę "Latający Zajączek" emitowaną w roku 1977 lub 1978.

Na początek może przypomnę to co pamiętam. A więc
zaczynało się od pokazania pewnego bloku, następnie
najazd kamery był na poddasze na którym spoczywała duża
walizka. Wkrótce walizka ta otwierała się i najpierw
pojawiało się jedno długie zielone ucho, potem drugie a
w końcu pojawiał się tytułowy latający zajączek. Po
wyjściu z walizki i długim ziewnięciu następowała
gimnastyka. Najpier skłony w dół, potem w lewo i w prawo
a następnie skłony samych uszu. Tak po porannej
gimnastyce zajączek wyciągał z walizki lunetę, patrzył
przez nią ale stwierdziwszy iż jest brudna i nic przez
nią nie widać zawsze czyścił ją jednym ze swoich uszu.
Przekonawszy iż wszystko jest w porządku i obraz jest
doskonały zajączek udawał się na dach. Wspinał się na
taki spiczasty, żelazny kominek i stamtąd patrzył na
świat i wyglądał kolejnych niespodzianek. Najpierw do
góry, potem na boki a wreszcie przed siebie i ....
I tu zaczynała się historia z pobliskiego podwórka. Za
każdym razem inna. Przedstawiała problemy bawiących się
dzieci i ich kłopoty. Zawsze kiedy miało za chwilę dojść
do czegoś przykrego albo już doszło zaniepokojony
zajączek składał lunetę, zwijał swoje uszy w takie
przeploty i następnie sfruwał na dół, na podwórko.
Zwykle trochę czasu minęło zanim uporał się z zadaniem i
mógł wracać po ciężkim acz pracowitym dniu do siebie.
Przedtem zawsze będąc w powietrzu posyłał całuski dla
dzieci znajdujących się na ziemi po czym leciał do
siebie. Doleciawszy do siebie na poddasze, otwierał
walizkę, długo przy niej grzebał by następnie wyjąć taki
przedmiot który był związany z jego przygodą tego dnia
po czym bawił się tym przedmiotem przed pójściem spać.

Tyle pamiętam z całej serii. Seria ta leciała bodajże w czwartkowych dobranockach i była produkcji węgierskiej - a nie jak mi się cały czas zdawało czeskiej.